Obóz Babia Góra czyli Beskid Makowski, Wyspowy i Żywiecki
 

Przypominamy, że każdą trasę trzeba najpierw sprawdzić pod kątem zmian jakie mogły nastąpić od czasu przebycia jej przez środowisko, które opisało trasę. Bazy noclegowe mogły zostać zlikwidowane, a szlaki zmodyfikowane. Każda trasa musi być też ułożona pod możliwości kondycyjne i zainteresowania uczestników obozu!

Obóz „Babia Góra", czyli Beskid Makowski, Wyspowy i Żywiecki 2008.

Opis trasy: pwd. Krzysztof Widłak

Organizator: 21. Warszawska Drużyna Wędrownicza „Stare Żbiki".

Komenda: Komendantką obozu była phm. Kasia Lewińska, w praktyce w ramach przygotowań do zmiany drużynowej funkcję tę pełniła sam. Ela Jankowska (1sza połowa obozu) i ćw. Krzysztof Widłak (2ga połowa).

Uczestnicy: 21.WDW i okolice, liczba uczestników w żadnym momencie nie spadła poniżej 12, w maksymalnym momencie było nas 20, łącznie przez obóz przewinęło się 20-kilka osób.


Ogólnie o obozie, fakty, koszty, inne:

Wstęp: drużyna nasza przez ostatnie 3 lata jeździła na „polskie" obozy w Beskid Niski lub Bieszczady lub Beskid Sądecki. W 2008 roku postanowiliśmy więc odwiedzić inne beskidzkie pasma górskie. Obóz ten był pierwszym obozem organizowanym przeze mnie i Elę, miał być dla nas niejako treningiem, jako że we wrześniu w drużynie następowała zmiana drużynowej (na jedno z nas).
 
Obóz był wędrowny, nocleg pod 4-osobowymi namiotami typu Skaut firmy Marabut, obiady gotowane na ognisku, woda nabierana w potokach, okolicznych domostwach lub schroniskach, mycie się i pranie w potokach. Zakupy robione w cywilizacji co ok. 3 dni (by nie nosić więcej na plecach). Trasy „na ciężko" miały średnio po 20-kilka GOTów (średnia prędkość obozu wędrownego idącego na ciężko to ok. 4GOT/h). Chodziliśmy na mapach firmy Compass, którą ogólnie polecam najbardziej (swoją drogą warto mieć przed sobą mapę czytając opis). Koszt obozu na uczestnika w całości wyniósł niecałe 200zł.
 
Obóz odbył się w dniach 21-30 czerwca 2008.

 

Trasa, opis obozu.

Dzień pierwszy, 21.06.08.
Trasa: Warszawa - Kraków - Myślenice - Lubomir (904m.) - polana Parylówka.

Faktycznie obóz zaczął się dnia poprzedniego na zbiórce na dworcu Wschodnim w Warszawie. Miało nam to pomóc w zajęciu przedziałów. Niestety nie pomogło - nie tylko my wybraliśmy ten dzień na wyjazd (a był to dzień końca roku szkolnego). Noc więc spędziliśmy na korytarzu pociągu.

Wysiedliśmy w Krakowie, skąd PKS-em dojechaliśmy do Myślenic. Stamtąd już na ciężko ruszyliśmy w stronę Lubomira czerwonym szlakiem. Trasa sympatyczna, na Lubomirze obserwatorium astronomiczne, które można zobaczyć w środku. Nocleg w zaplanowanym miejscu na polanie Parylówce.

Od razu uwaga do tych terenów: w planach chcieliśmy nocować „na dziko", tzn. rozbić obóz w lesie przy jakimś potoku. Niestety tereny Beskidu Makowskiego, Wyspowego i Żywieckiego są mocno zaludnione (w przeciwieństwie do np. Beskidu Niskiego), co spowodowało, że zwykle musieliśmy rozbijać się przy domostwach, pytając wcześniej o zgodę okolicznych mieszkańców. Tak było właśnie tym razem. (po prostu pytamy, czy możemy się na tym polu obok rozbić i rozpalić ognisko - nic odkrywczego. Być może mieliśmy szczęście, albo być może to, że mieliśmy własne namioty, czyli generalnie prosiliśmy gospodarzy tylko o wodę pitną, więc nie robiliśmy im tym dużego problemu).


Dzień drugi, 22.06.08.
Trasa: Polana Parylówka - wieś Węglówka - Lubogoszcz (968m) - nocleg nad Mszaną Dolną przy czarnym szlaku.

Rano mili lokalsi poczęstowali nas bodajże owczym serem, co opóźniło trochę marsz;). Z istotnych rzeczy tego dnia postanowiliśmy nie iść na około czerwonym szlakiem przez Kasinę Wielką, tylko zejść do doliny już nie po szlaku i w ten sam sposób wdrapać się na Lubogoszcz. Nie polecam jednak tego sposobu - ścieżki w terenie a ścieżki na mapie to dwie zupełnie inne rzeczy, pogubiliśmy się więc przy tym podejściu, także w pewnym momencie po prostu zaczęliśmy podchodzić pod górę byle tylko się na Lubogoszcz wdrapać. Jak karkołomne to było zadanie można ocenić patrząc na poziomice (które to w przeciwieństwie do ścieżek mówią prawdę). Także wdrapywaliśmy się po naprawdę stromej górze, nie obyło się bez konieczności przenoszenia plecaków przez najsprawniejsze 2-3 osoby, gdy pozostałe - i tak z problemami - czasem nawet dosłownie wspinały się pod górę. Nie polecam tej drogi.

Reszta dnia bez upłynęła bez większych fajerwerków.
1.jpg


Dzień trzeci, 23.06.08.
Trasa: Mszana Dolna - Strzebel (976m.) -  Luboń Wielki (1022m.) - nocleg nad Rabką Zaryte.

Podobno istnieje na obozach wędrownych „syndrom trzeciego dnia", kiedy to idzie się uczestnikom najgorzej. Aby to sprawdzić na ten dzień przygotowaliśmy chyba najbardziej trudną trasę;).

Beskid Wyspowy wziął swą nazwę od tego, że żeby wejść na dowolną górę obok, trzeba zejść do doliny i wejść na kolejną górę. Także tego dnia pierw wdrapaliśmy się ok. 500 metrów w górę by wejść na Strzebel, następnie zeszliśmy 400 metrów w dół by wdrapać się kolejne 400 metrów z kawałkiem na Luboń Wielki. Trasa tego dnia jak się można domyślić była dość stroma, co nie przysłużyło się kolanom uczestników.


2.jpg
 

Poza tym myślę, że w przyszłości będziemy unikać tego typu tras (jeden szczyt by spokojnie wystarczył;). Na Luboniu Wielkim, najwyższym szczycie Beskidu Wyspowego tradycyjnie przeprowadziliśmy apel mundurowy i zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcieJ.

3.jpg

Schodząc z Lubonia zaczęło dość intensywnie padać, acz doszliśmy do wyznaczonego miejsca, skąd 3-osobowa ekipa zeszła do Rabki po produkty na obiad - rogatywka bardzo pomogła jeśli chodzi o złapanie stopaJ.


Dzień czwarty, 24.06.08.
Dzień stały.

Tego dnia odbyła się gra miejska po Rabce, która jest całkiem ciekawym miastem, a do tego mają tam Rabkoland z muzeum, gdzie trzymają np. najstarszą kulę bilardową w Polsce czy ekspresje artysty zrobione z jednej zapałki.

4.jpg
 

Dzień piąty, 25.06.08.
Trasa: Rabka - Osielec - Hala Krupowa.


Tego dnia rano przejechaliśmy busem z Rabki do Osielca, by ominąć mniej ciekawy (bo bardziej zagarnięty przez cywilizację) fragment gór. Trasa dość przyjemna, głównie pod górę. Nocleg przy schronisku na Hali Krupowej. Na koniec dnia ognisko obrzędowe pod dachem (przy schronisku jest fajne miejsce ogniskowe właśnie pod wiatą) - także szalejąca wokół burza z piorunami była nam nie straszna.

5.jpg

Dzień szósty, 26.06.08.
Trasa: Hala Krupowa - Polica (1369m.) - Hala Śmietanowa - nocleg nad Zawoją przy wyciągu.


Trasa bardzo krótka, co objawiło się tym, że „niedołojony" obóz przez pół wieczora szukał sobie zajęcia by nieużytą tego dnia energię jednak jakoś spożytkować. Nocleg nad Zawoją przy wyciągu był super - nie było widać nas z dołu, a następny dzień miał być stały. Niestety, gdy zasięgnęliśmy języka u lokalsów dowiedzieliśmy się, że następnego dnia wyciąg ma być otwarty.. Stąd decyzja o przeniesieniu się następnego ranka na pole namiotowe w Zawoi.


Dzień siódmy, 27.06.08.
Dzień stały na polu namiotowym w Zawoi.


Zmiana miejsca obozowania była niestety zmianą na gorsze, gdyż przez cały dzień towarzyszyły nam lokalne pijaczki.. Mimo to przeprowadziliśmy zaplanowany na ten dzień program, a na noc wystawiliśmy warty dzięki czemu niektórzy z obozowiczów spotkali jeża.


Dzień ósmy, 28.06.08.
Trasa: Zawoja - przełęcz Krowiarki - Babia Góra (1725 m.) - szlak graniczny - zejście zielonym szlakiem w stronę Jałowca - nocleg przy schronisku Zygmuntówka.


Żeby nie rypać asfaltem kilku kilometrów od pola namiotowego przez Zawoję, podjechaliśmy sprawdzonym dzień wcześniej busem na samą przełęcz Krowiarki, gdzie kończy się asfalt J (po asfalcie na ciężko się „rypie", a nie chodzi... ;). Tam też podzieliliśmy się na dwie grupy: jedna postanowiła iść czerwonym szlakiem po grzbiecie, druga pierw niebieskim szlakiem a następnie Percią Akademików, która była bardziej wymagająca (posiadała nawet łańcuchy do wspinania się przy ich pomocy, ale podobno nie były potrzebne). Babia Góra bardzo ładna, ciekawe widoki, zwykle wieje. Nie obyło się bez apelu. Schodziliśmy szlakiem granicznym, po polskiej stronie oznakowanym dużo częściej niż po słowackiej. Planowaliśmy nocować na dziko, niestety brak wody przy Magurze zmusił nas do zejścia aż do schroniska Zygmuntówka (bodajże zapłaciliśmy po 10zł od namiotu).
 

Dzień dziewiąty, 29.06.08.
Trasa: Jałowiec (1111m.) - zejście żółtym a potem zielonym szlakiem do centrum Zawoi - bus do Suchej Beskidzkiej - pociąg Sucha - Warszawa.


Ostatni dzień wędrowny - trasa na tyle krótka by zdążyć na busa do Suchej a jeszcze przed tym zjeść pizzę w Zawoi (co okazało się dość trudne ze względu na to, że była to niedziela). Podróż do Suchej bez przygód, powrót nocnym pociągiem znośny.

 


   

Komentarze użytkowników  
 


Dodaj swój komentarz
Nazwa
E-mail
Tytuł  
 
Komentarz
 
Dozwolone liczba znaków: 600
   Zawiadom mnie o nadchodzących komentarzach
  W celu weryfikacji odpowiedz prawidłowo na poniższe pytanie:
TK5         BP7      
J      L    U 3   TW7
Y9L   ONJ   O U      
  8    1    M X   EEY
7FY         21C      
   
   

Żaden komentarz nie wystawiony



mXcomment 1.0.6 © 2007-2012 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
następny artykuł »